Urubichá, 2 lipca 2013 r.
Drodzy Współbracia i Przyjaciele
Z pewnością łódź, którą wypłynie papież Franciszek na wody Morza Śródziemnego, aby rzucić wieniec z kwiatów i na której modlić się będzie za niezliczoną rzeszę ofiar – emigrantów, stanie się jednym z symboli obecnego pontyfikatu. Lampedusa – najbardziej na południe wysunięta część Włoch, niewielka wyspa Morza Śródziemnego, od wielu lat przyjmuje rzesze uchodźców. Podróż – czytamy w informacji Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej – „ze względu na szczególne okoliczności będzie miała jak najbardziej dyskretny charakter, także w odniesieniu do obecności biskupów tego regionu i władz cywilnych.” Papież Franciszek „głęboko poruszony niedawną tragedią imigrantów z Afryki, pragnie modlić się za tych, którzy utracili życie na morzu, odwiedzić tych, którzy ocaleli i obecnych na tej wyspie uchodźców, a także dodać otuchy mieszkańcom wyspy i zaapelować do wszystkich, aby zatroszczono się o tych braci i siostry w skrajnej potrzebie”. Papież, biskup Rzymu – Kościoła, którego zadaniem jest przewodzić w miłości, pragnie modlić się za ponad 20 tys. ofiar, jakie w ostatnich latach pochłonęły fale Morza Śródziemnego. Ojciec Święty odwiedzi ośrodki dla uchodźców i spotka się z mieszkańcami wyspy – niewiele ponad 6000 osób – którzy od wielu lat dzielą swój los z najbiedniejszymi wśród ubogich. Burmistrz Lampedusy, Giusy Nicolini, mówi o tej wizycie jako o okazji, aby „oczy Europy otworzyły się w końcu na cały świat.” Arcybiskup Agrigento, Francesco Montenegro, mówi, że „emigranci, o których często zachodni świat wydaje negatywne opinie, będą mogli dostrzec w końcu kogoś, kto w ubóstwie i prostocie, stanie po ich stronie”.
Wizyta ta, to odpowiedź na wzruszający list – zaproszenie „wiejskiego proboszcza” z Lampedusy, don Stefano Nastasi.
* * * * *
Ojcze Franciszku,
Witaj między nami! Pozwól, że na początku Twojej Piotrowej posługi, przywitam Cię w imieniu całej wspólnoty, która żyje na Lampedusie: najdalszym skrawku Włoch i Europy, geograficznie oddalonym od Rzymu i innych stolic europejskich i tylko w ostatnich latach medialnie nagłośnionym przez fakt, że wyspa ta stała się Samarytaninem ludzkości.
Nasze spotkanie ze światem emigrantów przybywających z południa, szczególnie z Afryki, wytworzyło wielki dynamizm, zrodziło zdumienie, oczywiste zamieszanie i wstrząs. Ojcze Święty, nasza wyspa, z projektu Stwórcy jest sercem Morza Śródziemnego, naturalnym miejscem spotkania ludów i mieszka na niej wspólnota zdolna, aby w sposób niewyobrażalny dać wyraz zadaniom wynikającym z obowiązku przyjęcia przybysza. Gościnność i zdolność do dzielenia się tym, co się posiada, stały się naszym ewangelicznym znakiem bycia prorokiem i wierzymy, że staną się ziarnem dobroci kształtującym historię ludzkości.
Z pewnością dla tych, którzy przyzwyczaili się do mierzenia świata skalą geograficznych map, ziemia ta jest niewielka, jednakże pokazaliśmy, że można ją powiększyć, kiedy tylko historia nasiąknięta cierpieniem i nadzieją, tego od nas wymaga. Ziemia ta, która jest niewielką skałą Afryki lub Włoch – jest to nieważne, ponieważ cała ziemia jest Stwórcy – poprzez wydarzenia, których doświadczyliśmy jest dla nas obrazem Nieba. Dla emigrantów dopływających do naszego brzegu, ten kawałek białej ziemi jest jakby wymarzoną oazą nadziei, o której śnili w czasie gorzkiej i milczącej przeprawy przez morze; jakże często stawała się ona bramą miłosierdzia – to dla tych, dla których mare Nostrum okazało się monstrum – potworem, światem porzucenia, miejscem okropnych lęków, grobem zamiast matczynym łonem.
Dla wielu z nich, w czasie trudu przeprawy, jedynie busola jakim jest ludzkie serce, wskazywało gwiazdę polarną. Płynące łzy, które na zawsze pozostawią ślad na twarzach tych, którzy zostali uratowani z morskich fal, opowiadają o słońcu i o soli morskiej wody, mówią o ciele drgającym z zimna i o głodzie, a jednocześnie przywołują obraz pełen nostalgii rodzinnych krajobrazów i ziemi, którą – tak wierzą – że tylko czasowo, a nie bezpowrotnie, opuścili. Poszukiwanie lepszej przyszłości dla siebie i dla swych dzieci, ucieczka przed prześladowaniem depczącym godność ludzkiej duszy, jeszcze wcześniej niż ciało, to główne przyczyny, które dały im odwagę, aby rzucić się w nieznane.
Teraz dla tych, którzy przybywają do brzegu, łzy te to początek historii, jeszcze niejasnej, która otwiera się przed nimi, wraz z otwartą, przyjacielską dłonią wyciągniętą w ich kierunku, wraz z braterskim uściskiem lub też zwyczajnie wraz z tymi, którzy w ciemności nocy stali się światłem, aby błądzący nie zagubili drogi i nie zginęli bezpowrotnie. Łzy emigrantów, które mieszając się z naszymi łzami, zraszają tę ziemię i czynią ją żyzną. Łzy te przywołują mi też obraz innych łez, zamkniętych wewnątrz murów watykańskiej sali, która jako pierwsza oglądała oblicze nowego Biskupa Rzymu. Oczyma serca dostrzegam jak łzy płynące z Twoich oczu w momencie wyboru, mieszają się ze łzami milionów mężczyzn i kobiet, poniewieranych w każdym zakątku ziemi; ze łzami osób żyjących w nędzy i opuszczeniu.
Być może także Twoje łzy są teraz łzami tego, który jako syn emigrantów, urodzony daleko, na nowo wraca do miejsca swoich początków. Twoje łzy nie są jednak tylko Twymi, są one także i naszymi; są to łzy tych, którzy żyją na tej wyspie i który codziennie zmagają się z rzeczywistością bycia ostatnimi w znaczeniu geograficznym, lecz pierwszymi w wymiarze solidarności, dzieląc się tym, co się posiada z tymi, którzy są najubożsi wśród ubogich i którzy nie posiadają już niczego lub wszystko utracili: Ojczyznę (ziemię), Rodzinę, Godność, Imię. Twoje zaproszenie, aby być Kościołem ubogim i ubogich, o wiele bardziej niż dla ubogich, obliguje nas, aby przyjąć nowy styl życia również w tym miejscu, gdzie Ewangelia staje się Życiem i Słowo staje się Ciałem się za każdym razem, kiedy to doświadczenie spotkania z innymi w pełni nas angażuje.
Nam, mieszkańcom Lampedusy, przyszło doświadczać tego, o czym pisze św. Paweł, apostoł narodów, który w pełni doświadczył tego, co znaczy być emigrantem: wielokrotny rozbitek, zmagający się z morskimi falami, przemierzający bezkresy pustyni, wystawiony na pułapki ludzi pozbawionych wszelkich skrupułów:… „A my, którzy jesteśmy mocni, powinniśmy znosić słabości tych, którzy są słabi, a nie szukać tylko tego co dla nas dogodne” (Rm 15, 1). Słowa te stały się dla nas sakramentem spotkania ludów i kultur, które w wędrówce życia dobiły do naszych brzegów.
Ojcze Święty, nasza wspólnota, ostatni skrawek Europu i pierwsza brama dla przychodzących z Południa, zaświadcza o swojej bliskości w modlitwie i łączy się z wszystkimi cierpiącymi dla dobra Ewangelii. Jesteśmy granicą bez granic, łonem rodzącym nadzieję, ludźmi słabymi, którzy codziennie zmagają się z niebezpieczeństwem morza, lecz równocześnie uczniami, pragnącymi świadczyć trudem i miłością o Chrystusie. Wierzymy w słowa nieodżałowanego biskupa Tonino Bello i naszego biskupa don Franco: „tym, którzy nie znają nic innego jak tylko znak siły, należy ukazać siłę znaków.” Wtedy to dopiero doświadczymy prawdziwej wiosny, co więcej – ona już przyszła.
Ojcze Święty, nasza wspólnota życzy Ci dobrej drogi i prosi Cię z pokorą, abyś towarzyszył nam modlitwą, tak abyśmy mieli odwagę „iść”, „budować”, „wyznawać”, dzieląc się bratersko radościami i smutkami z tymi, których spotkamy, przede wszystkim z zagubionymi. I zapraszamy Ciebie, abyś odwiedził to sanktuarium Stworzenia, gdzie tysiące emigrantów, bez ojczyzny i bez imienia, na nowo odzyskują nadzieję na jutro w przyjacielskim bezpieczeństwie dnia dzisiejszego. Ojcze Święty, serce Morza Śródziemnego, czeka na Ciebie.
don Stefano Nastasi,
Proboszcz parafii San Gerlando.
Lampedusa, 23 marzec 2013
(tłum. Kasper M. Kaproń OFM)