Boże Narodzenie 2012

Urubichá, Boże Narodzenie 2012

Kochani Przyjaciele!

25 grudnia – w uroczysty dzień narodzin naszego Zbawiciela w ludzkim ciele – minie miesiąc od objęcia przeze mnie obowiązków proboszcza w dwóch parafiach boliwijskiego tropiku: Urubichá i Salvatierra. Bez wątpienia przyszło mi pracować w jednym z najpiękniejszych regionów naszego globu: w pięknie nieskażonej jeszcze przyrody, wśród rdzennych mieszkańców tego regionu Ameryki – Indian Guarayos, wsłuchując się w śpiew egzotycznych ptaków oraz w dźwięki muzyki wykonywanej na skrzypcach, wiolonczelach, trąbkach, obojach i klarnetach.

Ten ostatni element to wynik spotkania europejskiej kultury przyniesionej przez franciszkańskich i jezuickich misjonarzy z nadzwyczajnym talentem muzycznym tutejszych mieszkańców. Ewangelia przybyła na te tereny stosunkowo niedawno (Urubichá obchodzi w tym roku jubileusz 150 lat fundacji, a Salvatierra została założona w latach 40-tych XX wieku), jednakże zakorzeniła się w sercu Guarayos właśnie poprzez piękno muzyki i sztuki. Od 1997 roku działa na terenie parafii Urubichá „Instytut Muzyki i Rzemiosła Artystycznego” założony przez franciszkańskiego współbrata o. Waltera Neuwirth z nieistniejącej już niestety prowincji bawarskiej. Problemów oczywiście na nowym miejscu duszpasterskiej pracy nie mogło zabraknąć: w sposób szczególny rzucają się te natury materialnej (przeciekający dach w kościele i w budynkach parafialno-klasztornych, brak sprawnego pojazdu, który jest przecież niezbędnym narzędziem w dotarciu do parafii Salvatierra, dług na parafialnym koncie), jednakże piękno i prostota miejsca pozwala w innym świetle spojrzeć na stojące przede mną wyzwania. Człowiek bowiem na nowo uczy się tutaj całkowitego zawierzenia w Bożą Opatrzność i w niezmierzone pokłady ludzkiej życzliwości. Odkrywa się tutaj także trudną do zrozumienia i sprzeczną z naszym europejskim intelektem logikę Bożego Narodzenia: On istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi (Flp 2, 6-7).

Prostota jest szczytem wyrafinowania. Tak podobno powiedział Leonardo da Vinci i bez wątpienia miał rację. Słowa kolędy Oj Maluśki, Maluśki wypływające z prostej i głębokiej wiary naszych polskich górali wyrażają prawdę o Bożym uniżeniu o wiele lepiej i czytelniej niż wszelkie teologiczne traktaty.

Tam wciornaska wygoda, wygoda, a tu bieda wsędzie,
Ta Ci teraz dokuca, dokuca, ta i potem będzie.
Tam Ty miałeś pościółkę, pościółkę i mietkie piernatki,
Tu na to Twej nie stanie, nie stanie ubozuchnej Matki.
Tam kukiołki jadałeś, jadałeś z carnuską i miodem,
Tu się tylko zasilać, zasilać musis samym głodem.
Tam pijałeś ceć jakie, ceć jakie słodkie małmazyje,
Tu się Twoja gębusia, gębusia łez gorskich napije.
Tam Ci zawse słuzyły, słuzyły prześlicne janioły,
A tu lezys sam jeden, sam jeden jako palec goły.

Prawda Bożego uniżenia staje się także o wiele bardziej czytelna patrząc na ubóstwo indiańskich szałasów i tych prostych ludzi, którzy jednak potrafią zawstydzić nas, ludzi zachodniej cywilizacji, w przeżywaniu autentycznej radości. Jeszcze raz potwierdza się fakt, że to co najgłębsze pojąć mogą tylko ludzie prości i ubodzy i że czucie i wiara silniej mówią, niż mędrca szkiełko i oko.

Życzę więc Wam, Drodzy Przyjaciele, aby na nowo przemówiła do nas prostota wigilijnego opłatka. Tak jak wielu misjonarzom przebywającym z dala od rodzinnego kraju, także i mi zabraknie tej niepowtarzalnej atmosfery wigilijnej wieczerzy. Nie będzie polskiej choinki i będę musiał przystroić światełkami tropikalną palmę. Nie będzie śniegu, tylko prażące słońce. Odezwie się nostalgia, ale w sercu pojawi się też wdzięczność, że to właśnie dzięki polskiej tradycji i prostej wierze naszych ojców i matek nie brakuje i dzisiaj tych, którzy wsłuchują się w Boże wezwania, aby iść na inne kontynenty i głosić ludziom, że jest Bóg, który kocha ludzi.

Kochani! Dzieli nas tysiące kilometrów, ale zapewniam Was, że jesteście w moim sercu i że jestem szczęśliwy, bo czuję, że realizują się Jezusowe słowa, że ten kto zostawi swoją matkę, swojego ojca, swoich braci, w zamian otrzyma tysiące innych, którzy go będą traktowali jako swojego syna, brata, przyjaciela. Nie jestem w zasięgu Waszego wzroku, ale w sercu dostrzegam niejedno spojrzenie, które mówi mi: „my cię kochamy”. I ja Wam chcę powiedzieć: „także i ja Was kocham”.

Niech Boże Dziecię Wam błogosławi. W Boliwii jest taki zwyczaj, że jak syn wychodzi z domu to zawsze mówi bendición czyli pobłogosław mnie mamo i tato. Proszę więc Was: błogosławcie mi w mojej pracy.

Niech Boże Narodzenie – u Was mroźne, u mnie słoneczne; u Was wśród ośnieżonych sosen u nas wśród palm cusi – umocni nas w wierze i miłości tak, żebyśmy byli odważnymi świadkami Bożej miłości.

o. Kasper M. Kaproń ofm

© CRT 2012