Brać w dłonie Ciało Chrystusa?

Urubichá, 1 czerwca 2013 r.

Drodzy Współbracia i Przyjaciele

Za nami uroczystość Bożego Ciała. Wielotysięczne procesje ku czci Najświętszego Sakramentu przeszły ulicami naszych miast i wiosek. W czasie procesji wypowiedziane zostały homilie, w których duchowni starali się przybliżyć tajemnicę zamkniętą w kawałku chleba, ale także odnieśli się do wielu spraw wydawałoby się odległych od celebrowanego w tym dniu misterium: mówiono o in vitro, o sprawach etycznych i bioetycznych… Niektórzy zagrzmieli z oburzenia twierdząc, że nie czas i miejsce na tego typu nauczanie. Osobiście spodobał mi się komentarz Agnieszki Kruszyńskiej, która zestawiła treść homilii dwóch krakowskich hierarchów: «Tak sobie dumam nad oburzeniem, spowodowanym przez kazanie kard. Dziwisza na procesji Bożego Ciała, i nad zachwytem nad słowami bpa Grzegorza Rysia, wypowiedzianymi na jej początku. Bo kardynał mówił o homoseksualiźmie, in vitro i różnych problemach bieżących („zaglądanie w pościel”), a bp Grzegorz mówił o wierze. I zastanawiam się, jak to się dzieje, że z wypowiedzi bpa Grzegorza umyka passus o tym, jak to dawni chrześcijanie zabierali Eucharystię do domów i przechowywali Ją… w sypialniach. To jest przecież opowieść o tym samym: o tym, że Chrystus chce towarzyszyć człowiekowi w najintymniejszych przejawach jego życia. W pościeli też.» 

            Wczytuję się w słowa homilii i przemówień papieża Franciszka. O tajemnicy Bożego Ciała papież wspomniał już w czasie modlitewnego czuwania w Wigilię Zesłania Ducha Świętego. Odpowiadając na pytanie dotyczące rozumienia hasła „Kościół ubogi dla ubogich”, papież nawiązał do dialogu z penitentem: „Powiedz mi, czy kiedy dajesz jałmużnę, patrzysz w oczy temu, kogo obdarowujesz?” – „Ach, nie wiem, nie zwróciłem uwagi”. I drugie pytanie: „Kiedy dajesz jałmużnę, dotykasz ręki temu, którego obdarowujesz, o rzucasz monetę?” I tutaj – kontynuował papież – jest właśnie problem: Ciało Chrystusa, dotykać Ciała Chrystusa, brać na siebie cierpienie braci. W uroczystość Bożego Ciała, odnosząc się do głoszonej w tym dniu Ewangelii, papież powiedział: Skąd pochodzi rozmnożenie chleba? Odpowiedź tkwi w zaproszeniu Jezusa skierowanym do uczniów: „Wy sami dajcie…”, „dać”, „dzielić się”. Czym dzielą się uczniowie? Tym niewiele, co posiadają: pięcioma chlebami i dwiema rybami… To wydarzenie mówi nam, że w Kościele, ale także w społeczeństwie, słowem kluczowym, którego nie powinniśmy się bać, jest „solidarność”, to znaczy oddanie do dyspozycji Boga tego, co mamy, naszych skromnych zdolności, ponieważ tylko dzięki dzieleniu się, dzięki darowi nasze życie będzie płodne, przyniesie owoc. „Solidarność”: słowo źle widziane przez współczesny świat. 

            Można by powiedzieć, że oto mamy papieża – społecznika. Ale przecież już w pierwszej homilii skierowanej w dzień po wyborze papież wyraźnie zaznaczył: Jeśli nie wyznajemy Jezusa Chrystusa, nie dzieje się dobrze. Staniemy się użyteczną organizacją pozarządową, ale nie Kościołem, Oblubienicą Chrystusa. Papież nieustannie powtarza, że Kościoła nie można sprowadzić do organizacji humanitarnej, a chrześcijaństwa zamknąć w społecznej działalności. Papieskie nauczanie ma więc o wiele głębszy teologiczny sens: Ubóstwo dla nas chrześcijan nie jest kategorią społeczną, kwestią filozoficzną, czy też kulturową. Ono należy do kategorii teologalnej. 

            Niestety w naszym chrześcijaństwie istnieje poważny rozdźwięk miedzy tym co celebrujemy w kościele, a praktyką codziennego życia. Związane jest to z wprowadzonym rozróżnieniem na mistyczne i rzeczywiste ciało Chrystusa. Terminy te, które w Kościele pierwszych wieków były zamiennie stosowane i wyrażały tak jedną jak i drugą rzeczywistość Ciała Chrystusowego, stopniowo zaczęły się wyodrębniać, aby w końcu zamknąć się w dzisiejszej rozumieniu. Przy czym rzeczywiste, zaczęło znaczyć wręcz ciało fizyczne; natomiast mistyczne – jakoś bliżej nieokreślone, duchowe. W ten sposób została zniszczona tożsamość, o której pisał św. Augustyn: Jeśli jesteście Ciałem Chrystusa i Jego członkami, to na ołtarzu Pana znajduje się wasz sakrament; przyjmujecie sakrament, którym jesteście wy sami. Odpowiadacie „Amen” (, Tak, to prawda!”) na to, co przyjmujecie, i podpisujecie się pod tym, odpowiadając w ten sposób. Słyszysz słowa: „Ciało Chrystusa” i odpowiadasz: „Amen”. Bądź więc członkiem Chrystusa, aby prawdziwe było twoje Amen. (Św. Augustyn, Sermones, 272: PL 38, 1247). 

            Pierwsi chrześcijanie z jednakowym szacunkiem odnosili się do boskiej obecności tak w znaku chleba i wina, jak i w osobie braci i sióstr, szczególnie tych najuboższych i pokrzywdzonych. O szacunku względem postaci eucharystycznych mówi już najstarszy dokument wczesnochrześcijański Didaché. W piśmie tym Eucharystia ukazana jest jako ofiara czysta, w której mogą uczestniczyć tylko ludzie ochrzczeni i bez grzechu. Wskazując na szacunek jakim pierwotny Kościół darzył ubogich warto przywołać postać św. Wawrzyńca, który na polecenie sędziego nakazującego wydać skarby Kościoła, zebrał ubogich i wskazując na nich miał powiedzieć: „Oto są skarby Kościoła!”. 

            Obecność Chrystusa w ubogich i jego zamknięcie się pod postaciami chleba i wina jest na tyle tożsame, że nie można twierdzić, że oddaje się cześć Najwyższemu obecnemu wśród nas w Eucharystii i jednocześnie lekceważyć i kpić z Chrystusa obecnego w drugim człowieku: Chcesz uczcić Ciało Chrystusa? Nie pozwól, by było przedmiotem pogardy w Jego członkach, to jest w ubogich, pozbawionych odzienia, by się okryć. Nie oddawaj mu czci tu w kościele przez jedwabne zasłony, podczas gdy na zewnątrz zaniedbujesz Go, gdy cierpi zimno i nagość… Jakiż pożytek może mieć Chrystus z tego, że stół ofiarny pełny jest złotych naczyń, gdy potem umiera z głodu w osobie biedaka. Najpierw nakarm zgłodniałego, a dopiero potem ozdabiaj ołtarz tym, co pozostanie (św. Jan Chryzostom, Homilia 50, 3–4; PG 58, 508 n). 

            W tym kontekście pragnę odnieść się także do tematu, wzbudzającego duże kontrowersje i emocje, jakim jest przyjmowanie Komunii świętej na rękę. Jestem za. Patrzeć na Ciało Chrystusa to zdecydowanie za mało. Dane mam ono zostało, abyśmy brali je i jedli. Musimy być jednak konsekwentni. Jeżeli taki sposób przyjmowania to jedynie przejaw nowoczesności, a jednocześnie moje bycie nowoczesnym brzydzi się już na samą myśl o przygarnięciu pijaka z dworcowej poczekalni lub chorego na AIDS, to… dajmy sobie spokój i nie drążmy tematu. Tak to prawda, że w imię pobożności zaczęliśmy przyjmować Komunię do ust. Ale także w imię higieny i bezpieczeństwa zaczęliśmy zakładać gumowe rękawiczki. Natomiast dotknięcie i spożycie ciała Chrystusowego, w jednym i drugim przypadku, kończy się zawsze tym samym: zarażeniem się miłością i cierpieniem, co prowadzi nieuchronnie do złożenia siebie w ofierze.

Kasper M. Kaproń OFM

© CRT 2012