Drzewo życia

 

Concepción, 8 maja 2012

 

Drodzy Współbracia i Przyjaciele

 

3 maja uroczyście obchodzony jest nie tylko w Polsce, ale także i w dalekiej Boliwii. Dzień ten oczywiście nikomu tutaj nie kojarzy się z ustawą rządową Sejmu Wielkiego i nie wspomina się w dniu tym Tej co Jasnej broni Częstochowy i w Ostrej świeci Bramie. 3 maja dla Boliwijczyków to Święto Krzyża Świętego oraz miejscowe dożynki – ludowe święto połączone z dziękczynieniem za ukończenie żniw i prac polowych. Wszak to początek jesieni, która jednak w niczym nie przypomina tej złotej i polskiej.

W przeddzień uroczystości krzyże, które tutaj umieszczone są zawsze w centrum głównego placu wioski, zmieniają swój wygląd. Ludzie przyozdabiają je tym wszystkim co ziemia tego roku wydała. Na krzyżu, niczym na bożonarodzeniowej choince, znaleźć można specjalnie na tą okazję upieczone chleby, do ramion krzyża przymocowane są różnokolorowe owoce (banany, pomarańcze, orzechy kokosowe), czasami można zobaczyć także jakiś większy kawałek upieczonego mięsa. Wieczorem u stóp udekorowanego krzyża celebrowana jest dziękczynna Msza święta. Następnie ludzie w modlitwie i w ciszy wpatrują się w krzyż, a gdy wybije północ w radości spożywają to wszystko co zostało zawieszone i rozpoczyna się zabawa, która trwa do białego rana. Ludzie tańczą przy rytmach latynoskich dźwięków i piją wielkie ilości kukurydzianego napoju, zwanego chicha (wszak kukurydza to także Boży dar, za który tego dnia trzeba podziękować). Wszystko to wokół krzyża, a efekty nadmiernego spożycia sfermentowanego napoju są do przewidzenia.

To, że dzień 3 maja dla tutejszej społeczności jest Świętem Krzyża bardzo łatwo można wytłumaczyć. Przed reformą liturgii Kościół tego dnia czcił pamiątkę «znalezienia Krzyża», natomiast wrześniowe święto poświęcone było wspomnieniu jego «podwyższenia». Papież Jan XXIII zniósł święto krzyża Chrystusowego obchodzone 3 maja jako niepotrzebne powtórzenie i w odnowionym kalendarzu rzymskim istnieje tylko jedno święto obchodzone 14 września. Łatwo także odnaleźć hiszpańskie korzenie tradycji dekorowania krzyża. Do dnia dzisiejszego w Hiszpanii, szczególnie w Andaluzji, obchodzone jest święto «Cruces de Mayo», które z oczywistych względów posiada tam wiosenny charakter. Na patiach i placach mieszkańcy miast wznoszą ogromne krzyże i dekorują je wielobarwnymi kwiatami. Przy kwiatowych krzyżach sprawowana jest Eucharystia, mieszkańcy ustawiają na ulicach stoły serwując typowe hiszpańskie tapas, wino i inne napoje. Wokół rozbrzmiewa muzyka flamenco, widać tańczących i bawiących się ludzi.

To wszystko mogłoby dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że chrześcijaństwo zakorzeniło się w Południowej Ameryce w okresie europejskiego baroku, który raczej utożsamiany jest z całkowicie inną formą duchowości pasyjnej. Pobożność pasyjna okresu baroku kojarzy nam się raczej z melodią i słowami Gorzkich Żali, bractwami męki Pańskiej, muzycznymi pasjami czy też z zespołami architektury sakralnej, zwanych Kalwariami. Skąd więc ten radosny charakter święta Krzyża i czy w ogóle jest on do pogodzenia z dramatem, który rozegrał się na Golgocie?

Gdy po raz pierwszy spojrzałem na przepięknie udekorowany Krzyż w boliwijskim Concepción myśl od razu pobiegła do rzymskiej bazyliki św. Klemensa i przed oczyma stanęła mozaika absydy, a w niej Krzyż – Drzewo Życia. Pomyślałem o wspaniałym fresku z bazyliki św. Krzyża we Florencji i przepięknym witrażu z kościoła Saint Nazaire we francuskim Carcassonne. Krzyż – Drzewo Życia utworzone z rajskiego drzewa poznania dobra i zła. Krzyż – nieśmiertelna roślina, która „rośnie z ziemi ku niebu” i jest źródłem pokarmu dla zwierząt i ludzi; w nim znajdują schronienie wielobarwne ptaki, a u podnóża tryska nigdy nie wysychające źródło. Na krzyżu zawisł bowiem najpiękniejszy owoc jaki wydała ludzkość: Jezus Chrystus. Ale przecież chrześcijaństwo zna też inny aspekt krzyża – jak choćby ten z filmowej Pasji w reżyserii Mela Gibsona.

Czym dla chrześcijan jest krzyż? Drzewem Życia czy też miejscem krwawej ofiary? Symbolem zwycięstwa Boga nad grzechem czy też ołtarzem, gdzie człowiek dokonał najstraszliwszej zbrodni? Czy na tak postawione pytania można dać jednoznaczną odpowiedź i czy w ogóle to pytanie jest poprawnie sformułowane? Historia duchowości wskazuje jednak na okresy, w których przeakcentowano jeden z tych dwóch aspektów.

Czy można tańczyć wokół krzyża? A czy można tańczyć na Mszy Świętej? Kilka miesięcy temu na łamach jednego z katolickich portali internetowych został opublikowany artykuł «Zatańcz siebie». W artykule zostały zacytowane słowa Ewy Wycichowskiej, tancerki, choreografa, oraz animatora tańca podejmowanego przez uczestników spotkania na polach Lednicy: Ludzkie ciało jest najbardziej wyjątkowym tworzywem dostępnym człowiekowi. Jest najczulszym instrumentem, a jego twórczy geniusz nie zależy od wykształcenia czy wieku. Jest uniwersalnym językiem całego gatunku – przynosi najpełniejszą opowieść o człowieku, opowieść nie do zapisania i nie do wypowiedzenia. [...]. Szkoda, że chrześcijaństwo tę prawdę zagubiło czy może jedynie zapomina ją eksponować. A przecież ciało nadal pełni rytualną funkcję w chrześcijańskiej liturgii….. Słowa te, jak zresztą cały artykuł wywołały mocną reakcję i podniosły się głosy oburzenia: Dlaczego niektórzy próbują przeszczepić obce, pogańskie zwyczaje na nasz grunt? Mało to mamy własnych sposobów oddawania czci Panu Bogu? Msza jest ofiarą. Na Kalwarii nie było radosnych tańców… Nie zabrakło też komentarzy osób przychylnym tym niekonwencjonalnym formom kultu: Ale pamiętaj drogi bracie, że Chrystus obecny w czasie Mszy Świętej jest tym już po Zmartwychwstaniu. I my w tej perspektywie patrzymy na krzyż Chrystusa.

Nie pragnę dać odpowiedzi na postawioną kwestię. Mamy liturgiczne przepisy, ale także praktykę i tradycje wskazujące na odstepstwa od sztywnej reguły. Nie wychodząc poza obszar kultury europejskiej można wskazać na Seises, czyli małych paziów, którzy do dnia dzisiejszego kultywują liturgiczny taniec przed wystawionym Najświętszym Sakramentem w hiszpańskiej Sewilli. Łatwo także przywołać obraz papieskiej liturgii w czasie Światowych Dni Młodzieży w Rzymie w 2000 roku, kiedy to grupa dziewczyn tańczyła na stopniach ołtarza w rytm melodii psalmu responsoryjnego Laudate omnes gentes.

Jakże łatwo w naszych sporach ulec skrajnym tendencjom dogmatyzowania rzeczywistości i nie dostrzec całego bogactwa treści, które wzajemnie się nie wykluczają, lecz wspaniale się uzupełniają. Niebezpieczeństwo religijnego fundamentalizmu traktującego sferę pewnych praktyk i zwyczajów religijnych z powagą właściwą rzeczywistości nadprzyrodzonej jest niebezpieczeństwem wypaczającym prawdziwe oblicze chrześcijaństwa: Kościół nie zamyka bynajmniej oczu na niebezpieczeństwo fanatyzmu czy fundamentalizmu tych ludzi, którzy w imię ideologii uważającej się za naukową albo religijną czują się uprawnieni do narzucania innym własnej koncepcji prawdy i dobra. Prawda chrześcijańska do tej kategorii nie należy (Jan Paweł II, Centesimus annus 46). Z drugiej jednak strony może wkraść się w nasze życie równie niebezpieczny relatywizm banalizujący obiektywną prawdę i tolerujący wszelkiego rodzaju nadużycia. Zwłaszcza dzisiaj stają się niezwykle aktualne słowa kardynała Newmana, że potrzeba ludzi, którzy znają swoją religię i którzy ją zgłębiają; którzy dokładnie wiedzą, jaka jest ich pozycja; którzy są świadomi tego, w co wierzą, a w co nie; którzy tak dobrze znają swoje Credo, że potrafią z niego zdać sprawę; którzy do tego stopnia poznali historię, że umieją jej bronić (John Henry Newman, On Consulting the Faithful in Matters of Doctrine).

Gdzie znaleźć złoty środek pozwalający uniknąć wpadnięcie w którąś z tych skrajności? Kryterium chrześcijańskiego życia jest miłość. Prawda i miłość wzajemnie się przenikają. Prawda wyrażona w sposób uchybiający miłości nie jest i nie może być prawdą. Prawda bez miłości jest tylko krzykiem nienawiści, zarozumiałością lub obroną własnego punktu widzenia. Często cytowane wskazanie świętego Augustyna kochaj i rób co chcesz, dowodzi jak bezpieczne jest życie w miłości. Jeśli kochasz, to nie skrzywdzisz drugiego człowieka. Wszystko, co zrobisz z miłości będzie zawsze dobre, nawet wtedy, kiedy powiesz bliźnimy trudną prawdę o grzechu, zaniedbaniu, znieważeniu.

Na to zaś wszystko [przyobleczcie] miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni! (Kol 3, 14-15).

 

Kasper M. Kaproń ofm

© CRT 2012