Dzieci w szkole współczesnego świata

7 czerwca 2013

         Świat neguje dziś dzieciom prawo do tego, aby mogły być dziećmi. Codzienność przekazuje dzieciom naukę, która neguje to fundamentalne prawo. Świat traktuje dzieci bogate, tak jakby były pieniędzmi, aby przyzwyczaiły się do sposobu funkcjonowania pieniądza. Świat traktuje dzieci ubogie, jakby były odpadami, aby przemienić ich w odpady. I te stojące pośrodku: dzieci, które nie są biedne, ale też nie są bogate: usadza się je przed telewizorem, tak aby już od dzieciństwa przywiązały się do roli niewolnika seriali i telewizyjnych nowel. Wiele szczęścia, wręcz magicznym jest świat dzieci, które mogą być jeszcze dziećmi.

Ci na górze, ci na dole i ci pośrodku…

         W oceanie porzucenia widoczne są wyspy uprzywilejowanych. Mieszkają w swych luksusowych obozach koncentracyjnych, gdzie możni spotykają się tylko z możnymi i nie mogą, nawet na chwilę, zapomnieć o tym, że są możnymi. Mieszkają w wydzielonych strefach, w dużych willach lub grupach apartamentowców, ogrodzeni wysokimi murami, strzeżonymi dniem i nocą przez uzbrojonych strażników i przez monitoring 24h na dobę. Dzieci bogate, podobnie jak pieniądze, podróżują w specjalnych, pancernych samochodach. Być może spotkasz ich na ulicach Paryża lub Nowego Jorku, ale już na pewno nie zobaczysz ich w przeciętnej dzielnicy jednego z wielu przeciętnych miast lub miasteczek. Dzieci te nie mieszkają w mieście w którym żyją. Mają zakaz kontaktowania się z piekłem, które czatuje na ich życie. Za murami rozciąga się ogromna przestrzeń terroru, gdzie grasuje cuchnący i zazdrosny tłum. W świecie współczesnej globalizacji ludzie nie należą już do żadnego konkretnego miejsca, jednakże ci, którzy mają najmniej miejsca, to równocześnie ci, którzy posiadają najwięcej rzeczy: żyją bez korzeni, ogołoceni z tożsamości kulturowej i bez żadnego odniesienia społecznego, poza pewnością, że rzeczywistość stanowi zagrożenie. Ich ojczyzną są marki prestiżowych firm, które odróżniają ich odzież, od tej, której używają ludzie przeciętni. Ich językiem jest język elektrycznych kodów i zabezpieczeń. W miastach rozsianych po całym świecie, bez względu na szerokość i długość geograficzną, dzieci przywilejów są identyczne w swoim sposobie bycia, w swych upodobaniach, podobnie jak identyczne na całym świecie są shopping centers i lotniska, gdzie ludzie przebywają poza strefą czasu i przestrzeni. Nauczeni do rzeczywistości wirtualnej nie znają rzeczywistości realnej, która istnieje jedynie, aby jej się bać lub też, aby ją nabyć.

                Fast food, fast cars, fast life: od dnia urodzin dzieci bogate tresowane są do konsumowania i do nietrwałości, przeżywając dzieciństwo w przekonaniu, że maszyny są o wiele pewniejsze i o wiele godniejsze zaufania niż inni ludzie. Kiedy nadejdzie godzina rytualnej inicjacji otrzymają swój pierwszy samodzielny pojazd o zaciemnionych szybach z napędem na cztery koła. W czasie lat oczekiwania na to wydarzenie wypuszczają się z całą prędkością na cybernetyczne autostrady i potwierdzają swoją tożsamość pochłaniając obrazy i towary poprzez zapping i shoping. Cybernetyczne dzieci poruszają się z tą samą precyzją w cybernetycznej przestrzeni co porzucone dzieci po ulicach dzielnic nędzy. 

                O wiele wcześniej przed tym, jak bogate dzieci przestaną być dziećmi, gdyż odkryją narkotyki, które zagłuszą samotność i pomogą przezwyciężyć strach, biedne dzieci poczują zapach samochodowych spalin na ulicach wielkich miast. I w czasie gdy dzieci bogate bawią się w wojnę przy pomocy laserowych promieni, kule z prawdziwych pistoletów pozbawią życia niejedno dziecko ulicy. 

                Dzieci stanowią ponad połowę populacji ubogich części świata. Z tego zdecydowana większość żyje w skrajnej biedzie. Średnio każdej godziny umiera ponad 1000 dzieci na skutek głodu lub wyleczalnych chorób. Współczesny świat, który zakazuje bycia biednym, produkuje coraz więcej biednych. Spośród wszystkich ubogich najwięcej jest dzieci. I to właśnie one najciężej doświadczają losu bycia biedakiem. Społeczeństwo czuwa nad nimi, karze je, bardzo często je niweluje. Jedynie sporadycznie słucha ich, nigdy ich nie rozumie. 

                Dzieci te, potomstwo ludzi, którzy zmuszeni są do pracy w rabunkowym systemie współczesnej gospodarki, gdzie nie ma niedzieli lub dnia wolnego, albo potomstwo ludzi, którzy nie mają pracy, zmuszeni są już od najmłodszych lat, aby podjąć się jakiejkolwiek pracy w zamian za chleb lub coś do chleba. I tak jest w każdym miejscu naszego świata. Jak tylko nauczą się chodzić dowiedzą się jaka jest nagroda dla tych, które się dobrze sprawują: oni i one, niemal darmowa siła robocza w warsztatach, na farmach, w wielkich fabrykach produkujących odzież sportową dla wielkich koncernów międzynarodowych. Pracują na plantacjach, w handlu lub w domach u tych, którzy ich najmą. Mali niewolnicy w sektorze prywatnym lub nieformalny sektor globalnej ekonomii, gdzie zajmują najniższą pozycję na rynku pracy. Dzieci te można spotkać także na śmietnikach wielkich miast Meksyku, Filipin lub któregoś z państw Afryki. Zbierają tam butelki, puszki, kartony i dzielą się z psami resztkami pożywienia:

                Zanurzają się w morze koralowych brzegów Jawy w poszukiwaniu pereł, poszukują diamentów w kopalniach Południowej Afryki, są szczurami w kopalniach srebra w Boliwii, poszukiwanymi ze względu na niski wzrost. I kiedy już płuca nie wytrzymają zapełniają swymi ciałami nielegalne cmentarze. Zbierają kawę na plantacjach w Kolumbii lub w Tanzanii, gdzie wdychają wraz z pasożytami środki owadobójcze. Spotkasz ich na plantacjach bawełny w Gwatemali lub bananów w Hondurasie. W Malezji zbierają żywicę z drzew kauczukowych w czasie dnia pracy, który trwa od ostatniej do pierwszej gwiazdy. Pilnują dróg kolejowych w Birmie, na północy Indii topnieją w hutach szkła lub przy wypalaniu cegieł. W Bangladeszu oczekuje na te dzieci ponad 300 różnych rodzajów pracy z zarobkami, które wahają się od nic do prawie nic za dniówkę, która nigdy się nie kończy. Są zawodnikami w wyścigach wielbłądów w krajach arabskich i są znakomitymi pasterzami w hodowlanych farmach Argentyny. W Port-au-Prince, w Kolumbii, w Dżakarcie służą do stołów u bogatych właścicieli, z prawem do spożywanie tego co spadnie z tych stołów. Sprzedają owoce na targach w Bogocie i sprzedają gumę do żucia w autobusach Sao Paolo. Myją szyby samochodów na skrzyżowaniach Limy, czyszczą buty na ulicach Caracas, szyją ubrania w Tajlandii oraz sportowe obuwie w Wietnamie. Piłki do futbolu szyją w Pakistanie, natomiast do bejsbola w Hondurasie i na Haiti. Aby spłacić dług zaciągnięty przez rodziców zbierają herbatę lub tytoń na plantacjach Sri Lanki; w Egipcie natomiast zbierają jaśmin z przeznaczeniem do przemysłu perfumeryjnego we Francji. Oddani w wynajem przez rodziców tkają dywany w Iranie, w Nepalu i w Indiach: zaczynają pracę przed świtem i kończą po północy i jeśli ktoś przyjedzie, aby ich uwolnić, pytają: „to teraz ty jesteś moim nowym panem?” Sprzedani za 100 dolarów przez rodziców wykorzystywani są w burdelach Manili. Siłą zaciągani są do armii w wielu krajach Afryki, Bliskiego Wschodu lub Ameryki Łacińskiej. W czasie wojny mali żołnierze zarabiają na chleb zabijając, lecz przede wszystkim pozwalając się zabijać. To dzieci stanowią ponad połowę ofiar współczesnych konfliktów zbrojnych w Afryce. Z pominięciem może wojska, które według tradycji jest przede wszystkim dla mężczyzn, to w innych kwestiach dłonie dziewczynek są tak samo użyteczne jak dłonie chłopaków. Jednakże w kwestii zarobków to od najmłodszych lat istnieje dyskryminacja kobiet, gdyż to dziewczynki zawsze mniej zarabiają od chłopców, jeżeli oczywiście w ogóle coś zarabiają. 

                Prostytucja jest przeznaczeniem dla wielu dziewcząt i, choć w mniejszym stopniu, dla wielu chłopców. I to na całym świecie. Może wydawać się to nierzeczywistym, ale według danych UNICEF, w samych Stanach Zjednoczonych wykorzystywanych jest ponad 100.000 nieletnich prostytutek. Jednakże zdecydowana większość nieletnich ofiar przemysłu seksualnego można znaleźć w burdelach i na ulicach Południa Świata. Jest to miliardowy przemysł na który składa się wielka sieć przemytu i handlu ludźmi, pośredników, biur podróży i stręczycieli. W większości działających bezkarnie. Szacuje się, że około 500.000 dziewczynek brazylijskich zarabia sprzedając swe ciało; mniej więcej ta sama liczba co w Tajlandii; nie wiele mniej w Indiach. Na Karaibach, w luksusowych hotelach, prężnie działająca turystyka seksualna – dla tych, którzy mogą sobie na to pozwolić – w ofercie posiada dziewczynki – dziewice. Skala tego zjawiska powiększa się każdego roku.

                Jest ogromna ilość dzieci, które muszą pracować, w domu lub poza domem, na potrzeby rodziny lub innych osób. W większości jest to praca sprzeczna z obowiązującym prawem i poza wszelkimi statystykami. A inne ubogie dzieci? Tych innych jest o wiele więcej. Rynek pracy nie jest nimi zainteresowany i nigdy nimi się nie zainteresuje. Nie przynoszą zysków; co więcej przynoszą same straty. Według praw rynku są oni bezużytecznym produktem: już od dnia narodzin kradną powietrze, którym oddychają, a później już kradną wszystko to, co popadnie. Ich życie na szczęście nie jest długie. Podróż między kołyską a grobem zostanie przerwana na skutek głodu, kuli lub noża. Ten sam system rynkowy, który gardzi starością, boi się tych dzieci. Starość jest porażką, dzieciństwo jest niebezpieczeństwem. Każdego roku przybywa dzieci z marginesu, które stanowią zagrożenie dla społeczeństwa. Dzieci ze środowisk patologicznych o skłonnościach kryminalnych. Dziecko stanowiące zagrożenie dla społecznego ładu. Zachowania antyspołeczna dorastającej młodzieży – to tylko jeden z tytułów konferencji na temat tego zjawiska. Dzieci emigrujące ze wsi do miast, ale w ogóle dzieci ubogie: ich zachowanie stanowi potencjalne zagrożenie dla porządku publicznego. Mówi się o nabytych skłonnościach do przemocy. W czasie Pierwszego Kongresu Policji Południowoamerykańskiej w Montevideo przedstawiciel policji kolumbijskiej stwierdził, że „wzrost populacji ludności poniżej 18 roku życia prowadzi nieuchronnie do wzrostu populacji przestępczej.” 

                Dominacja zysku za wszelką cenę i współczesne prawa rynku niwelują tradycyjne więzi społeczne i zasady solidarności. Jaka przyszłość czeka na tych, którzy nic nie posiadają w świecie, gdzie prawo własności i prawo do posiadania jest najwyższym prawem? Głód zmusza do kradzieży, do żebractwa, do prostytucji. I społeczeństwo konsumpcyjne znieważa i obrzuca obelgami to, co samo produkuje.

                I między jedną a drugą skrajnością, ci pośrodku. Pomiędzy dziećmi, niewolnikami dobrobytu i tymi, które są niewolnikami porzucenia, znajdują się te dzieci, które posiadają więcej niż nic, ale o wiele za mało, niż wszystko. Dzieci klasy średniej – także i one za każdym razem mniej wolne. Dzieciom tym zabiera się wolność: wolności pozbawia je społeczeństwo, które wychwala porządek i jednocześnie tworząc nieporządek. Lęk przed lękiem: ziemia trzeszcząca pod stopami, bez najmniejszego zabezpieczenia, stałość jest niestabilna, rośnie skala bezrobocia, zaczyna brakować pieniędzy, dotrwać do końca miesiąca graniczy z cudem. „Witaj w klasie średniej”: to afisz, który mógłby zawisnąć na wielu osiedlach naszych miast. Klasa średnia stara się żyć oszczędnie, szanując prawa i wierząc w jego skuteczność. Sprawiając wrażenie posiadania więcej niż w rzeczywistości posiada, jednakże nigdy wcześniej nie było jej tak trudno jak dziś dochować wierności temu, w co tak usilnie wierzy. Oto dzisiejsza klasa średnia: zduszona zaciągniętymi kredytami i sparaliżowana strachem. W lęku wychowująca własne dzieci. Lęk przed życiem, lęk przed upadkiem: lęk przed utratą pracy, samochodu, domu, nabytych z trudem rzeczy. Lęk przed nie posiadaniem tego, co powinno się mieć, aby być tym, czym chce się być. Coraz głośniej rozlega się krzyk tłumu żyjącego lękiem. Klasa średnia najgłośniej dzisiaj krzyczy. Broni istniejącego porządku, jakby była jego właścicielem, chociaż nie jest niczym więcej, niż lokatorem płacącym wynajem i bojącym się wyrzucenia na bruk.

                Dzieci klasy średniej, żyjące w nieustannym lęku, z każdym dniem stają się ofiarami systemu. Teledzieci, zamknięte w swoich mieszkaniach, bo rodzice muszą coraz ciężej pracować. Spoglądają na świat z okien teledomów. Ulica jest im zabroniona z powodu dokonywanych na niej aktów przemocy lub też ze strachu przed możliwą przemocą. Ulica, gdzie rozgrywa się niebezpieczny lecz jedynie zbawienny dla świata spektakl życia.

 

(fragment z Eduardo Galeano, Świat do góry nogami, Montevideo 1998, tłum. Kasper M. Kaproń)

© CRT 2012