Historia magistra vitae est

Concepción, 25 lipca 2012


Drodzy Współbracia i Przyjaciele

 

XII wiek w Europie. Ludność, dzieląc się na bogatych i biednych, coraz silniej odczuwa nierówność społeczną, a najubożsi coraz silniej odczuwają własny niedostatek. Rodzi się uzasadniony bunt przeciw bogatym, także przeciw duchownym, lepiej sytuowanym niż biedota miejska i chłop na wsi. Wiele ruchów ludowych zaczyna głośno domagać się powrotu do radykalnego i apostolskiego ubóstwa. Nienawidzi się bogatych, gdyż mają więcej i są „niewolnikami złej materii”. Z czasem te niewielkie grupy, będące wyrazem buntu przeciwko wypaczeniom w Kościele, nabierają bardziej masowego charakteru i przekształcają się w ruchy heretyckie. Długo możnaby wymieniać: katarzy – albigensi, waldensi, humiliaci, bracia wolnego ducha, bracia apostolscy, pikardowie, ubodzy z Lombardii i setki innych, objętych wspólną nazwą kacerów.

W tym samym czasie ubóstwo, które stało się jedną z istotnych przyczyn buntu przeciw Kościołowi, zafascynowało Franciszka Bernardone, syna bogatego kupca z Asyżu. W kościele św. Damiana Franciszek usłyszał głos: «idź, napraw mój Kościół» i zapragnął żyć ideałem Ewangelii: głosić nawrócenie i pokutę. Wkrótce przyłączyli się do niego pierwsi towarzysze, których przyjmował jako swoich braci, zesłanych przez Pana. 24 lutego 1208 r. podczas czytania Ewangelii o rozesłaniu uczniów, uderzyły go słowa: «Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski» (Mt 10, 10). Odnalazł drogę swego życia. Chce żyć Ewangelią i z niej czyni jedyną regułą swego życia i życia swoich braci: «Reguła i życie braci mniejszych polega na zachowaniu Ewangelii Pana naszego Jezusa Chrystusa przez życie w posłuszeństwie, bez własności i czystości». Franciszek zrozumiał, że jego powołaniem jest iść i głosić światu Ewangelię: przypominać światu o miłości, która nie jest kochana. Zrozumiał, że ma ją głosić tak jak chce tego Chrystus: w całkowitym ubóstwie – bez pieniędzy, bez dwóch sukien i bez laski podróżnej – i w bezgranicznym posłuszeństwie Kościołowi. Zrozumiał, że jego powołaniem jest być na tym świecie pielgrzymem, na wzór Jezusa, «który będąc bogaty, dla nas stał się ubogim, aby nas ubóstwem swoim ubogacić» (por. 2 Kor 8, 9).

Średniowieczne ruchy odnowy będące reakcją na zbyt bogaty styl życia ówczesnych opactw i kleru diecezjalnego i na nieewangeliczne zaangażowanie się wielu zakonników i całych klasztorów w doczesne sprawy ówczesnej społeczności, stanowią tło także dla ewangelicznego odrodzenia życia pustelniczego. Wielu ludzi pragnących doskonalej naśladować Chrystusa decyduje się na radykalne nawrócenie, opuszcza dom rodzinny i, podążając za Chrystusem, udaje się na pustynię. Tam, w samotności pustelni, modląc się i poszcząc, prowadzi życie w świętej pokucie. Dla wielu pustelników ta ucieczka od świata oznaczała opuszczenie ojczystego kraju. Stąd idea pielgrzymowania, a najpopularniejszym miejscem pielgrzymkowym była bez wątpienia Jerozolima. Udać się do Ziemi Świętej – nawet po ponownym zajęciu Palestyny przez muzułmanów – oznaczało dla pielgrzyma podążać za Chrystusem; oznaczało w dosłownym i fizycznym sensie poświęcić ciało i duszę służbie Bogu, z gotowością pozostania tam do końca życia. Trzynastowieczni eremici łacińscy, pociągnięci chęcią naśladowania Pana, zgromadzili się spontanicznie, by „żyć jako pokutnicy” i naśladując wzór proroka Eliasza, zaczęli prowadzić samotne życie na górze Karmel dając początek zakonowi karmelitańskiemu.

Sytuacja społeczno-religijna przełomu XV i XVI wieku także pełna jest gwałtownych napięć, głosów domagających się zmian i zdecydowanej reformy. Poważne nadużycia i problemy wewnętrzne w Kościele stają się przyczyną wystąpień wielu duchownych, którzy krytykują istniejący stan rzeczy (rozluźnienie dyscypliny kościelnej, symonię, nepotyzm, liczne przywileje stanu duchownego, etc.) i w konsekwencji prowadzą do bolesnego rozdarcia w Kościele i wyodrębnienia się licznych odłamów chrześcijaństwa (luteranizm, kalwinizm, anglikanizm).

Gdy Kościół na Zachodzie Europy przygotowuje się do burzy reformacji, w niewielkim franciszkańskim klasztorze La Rábida w hiszpańskiej Andaluzji dochodzi do spotkania pomiędzy Antonio de Marchena, bratem mniejszym zafascynowanym w astronomii, Juanem Pérez, franciszkańskim spowiednikiem i doradcą królowej Izabeli Kastylijskiej, a Krzysztofem Kolumbem, którego projekty zamorskich wypraw zostały wcześniej odrzucone na dworze królów Portugalii. To właśnie we franciszkańskim klasztorze rodzą się plany, które zmienią obraz świata. Duchowi synowie św. Franciszka doprowadzą do spotkania między przyszłym Admirałem, a królową kastylijską i staną się głównymi protagonistami w ewangelizacji Nowego Świata. Przedstawicieli tego Zakonu znajdziemy na pokładzie flotylli Kolumba i to oni pierwsi będą ewangelizować Nowy Świat. Ślady pierwszych franciszkańskich misji z ich Świętymi Patronami dadzą początek dzisiejszym współczesnym metropoliom – San Francisco, Los Angeles (Santa Maria de los Angeles), San Diego. To franciszkanin Marcos de Niza podróżując w 1539 roku na północ przez Zatokę Kalifornijską postawi krzyż na niezbadanych jeszcze terenach, które zostaną nazwane „Nowym Królestwem św. Franciszka”. Wyruszą w nieznanie, z biletem tylko w jedną stronę, niejednokrotnie płacąc cenę życia w spotkaniu z rdzennymi mieszkańcami, a jednocześnie wbrew przekonaniom konkwistadorów głosić będą potrzebę pokojowego i równego traktowania Indian. Wyruszą tak jak wskazał Chrystus w Ewangelii: jedynie z wiarą w moc Bożego Słowa i uczynią z Ameryki «Kontynent chrześcijańskiej Nadziei».

Ale Hiszpania XVI wieku to nie tylko Kolumb i odkrycie Ameryki. To także najintensywniejszy rozkwit życia duchowego zwany powszechnie „złotym wiekiem mistyki”. Święty Jan od Krzyża i święta Teresą z Ávili to mistrzowie, którzy idąc za Bożym wezwaniem, dali się całkowicie pochłonąć Bożej miłości: «Ja już nie żyję w sobie, bez Boga żyć nie mogę! Umieram, bo nie umieram!», «Żyję tym życiem, które jest hen w dali, bo miłość całą mą istność objęła. Ona w mym sercu żarzy się i pali», «Ścieżka Góry Karmel ducha doskonałego: nic, nic, nic, nic, nic, nic, a także na górze nic». Poezja i traktaty mistyczne , a nade wszystko życie tych dwóch wielkich postaci pozwoliły Kościołowi zgłębić to, co tak niezwykłe i trudne do wyrażenia. Wskazały, że pasja miłości to pozwolić się ogarnąć płomieniom Bożej miłości, zatracić się w Bogu, który wypełnia ludzką istotę do głębi, przenika całą duszę człowieka, utula ją i zadaje ranę miłości.

Przenieśmy się teraz do Polski drugiej połowy XIX wieku. Klęska powstania styczniowego to klęska romantycznej nadziei na szybkie odrodzenie niepodległej ojczyzny. Okres ten to także czas wielkich przemian gospodarczych, przemysłowych i społecznych. Rodzi się przemysł i kształtuje się klasa robotnicza. Reformy uwłaszczeniowe wsi powodują, że właściciele mniejszych majątków ziemskich z trudem radzą sobie z koniecznością zastąpienia pańszczyzny płatną pracą najemną. Przedstawiciele zdeklasowanej szlachty i zubożali chłopi migrują do miast powiększając skalę powszechnego ubóstwa.

Z powstańczej zawieruchy, z życiem choć z amputowaną nogą, wychodzi utalentowany malarz Adam Chmielowski. Pełen wrażliwości nie pozostaje obojętny na ogrom biedy i postanawia bezgranicznie poświęcić się służbie bezdomnym i opuszczonym. Otwiera dla nich przytuliska, aby przez stworzenie godziwych warunków ratować w nich ludzką godność i kierować ku Bogu. Przywdziewa zakonny habit i składa śluby zakonne dając początek nowej rodzinie zakonnej, której regułę oparł na pierwotnej regule św. Franciszka z Asyżu. Rezygnuje z malowania obrazów, aby odnaleźć prawdziwe piękno znieważonego oblicza Chrystusa w człowieku ze społecznego marginesu i z moralnego dna. Święty o duchowości urzekającej zarówno swym bogactwem, jak i swą prostotą, który stał się naszym polskim Biedaczyną, szarym bratem, pokornym jałmużnikiem i heroicznym apostołem miłosierdzia.

Inny uczestnik styczniowego powstania także niemal cudem wychodzi z niego z życiem. Młody inżynier, Józef Kalinowski, absolwent Szkoły Inżynierii Wojskowej w Petersburgu, nie mógł stać na uboczu, gdy naród poderwał się do boju. Po upadku powstania został aresztowany i osadzony w więzieniu. W wyniku procesu skazano go na karę śmierci, lecz wskutek interwencji krewnych i przyjaciół, władze carskie zamieniły mu wyrok na dziesięcioletnią katorgę na Syberii. Po okresie ciężkich robót powrócił do kraju i przywdział karmelitański habit, obierając zakonne imię Rafał. Po otrzymaniu święceń kapłańskich osiadł w Czernej koło Krakowa, gdzie w kilka miesięcy później został przeorem klasztoru. Przyczynił się w znacznej mierze do odnowy Karmelu w Galicji. Wiele godzin spędzał w konfesjonale jednocząc grzeszników z Bogiem i przywracając spokój sumienia ludziom dręczonym przez lęk i niepewność. Zawsze skupiony, zjednoczony z Bogiem, człowiek modlitwy, posłuszny regułom zakonnym, gotowy do wyrzeczeń, postów i umartwień.

Wreszcie ostatni etap naszej historycznej wędrówki. II wojna światowa i hekatomba Oświęcimia. I tam także dwie postaci, które stały się znakiem nadziei w miejscu, gdzie wszystko przeczyło nadziei. Duchowy syn św. Franciszka, Maksymilian Maria Kolbe, swoim życiem i męczeńską śmiercią wskazał na ewangeliczną prawdę, że «nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich» (J 15,13). Karmelitańska siostra zakonna, Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein), natomiast pokazała, że pełnią mistyki jest doświadczenie Boga w miejscu, gdzie wszystko zdawałoby się przeczyć Jego istnieniu.

Ktoś może zarzucić, że upraszczam i że nie można całości historycznej mozaiki zredukować tylko dwóch jej kamyczków: franciszkańskiego i karmelitańskiego. Że trzeba spoglądać na historię szerzej; że Franciszkowi pomógł Innocenty III, najpotężniejszy człowiek tamtych czasów, a wyprawa Kolumba nie mogłaby odnieść powodzenia bez zaangażowania Królów Katolickich: Izabeli i Ferdynanda. Że pominąłem w zestawieniu bogate dziedzictwo innych wspólnot zakonnych, jak choćby synów św. Dominika i św. Ignacego. To wszystko prawda – zestawienie jest tendencyjne, ale czy można mówić o przypadku? Czy czasem nie jest tak, że drogą wyjścia z kryzysu jest ewangeliczny radykalizm zawsze oddychający dwoma płucami: misyjnym zapałem w głoszeniu Słowa Bożego i mistycznym zanurzeniem w ogniu Bożej miłości.

Mówi się o dziś dużo o kryzysie wiary i życia duchowego. Tworzy się plany pastoralne, padają słowa o potrzebie budowy odpowiednich struktur, stworzenia właściwego zaplecza i warsztatu ewangelizacyjnego. A może właśnie to strukturalne obciążenie przeszkadza nam w oddychaniu wolnością dziecka Bożego i w miłowaniu Boga ponad wszystko. Nie bójmy się – tak jak Franciszek – wyruszyć na wszystkie kontynenty lżejsi od mydlanych baniek. Nie bójmy – wzorem świętego Jana od Krzyża – powiedzieć nada, nada, nada i zapłonąć żywym płomieniem miłości.

 

Kasper M. Kaproń ofm

 

© CRT 2012