Urubichá, 19 lutego 2013 r.
Drodzy Współbracia i Przyjaciele
Muszę się przyznać, że niespecjalnie interesują mnie medialne dyskusje wokół papieskiej rezygnacji i najbliższego konklawe. Co więcej, z lekkim uśmiechem spoglądam na publikowane i powielane listy kardynałów elektorów, prezentowane sylwetki poszczególnych papabili lub typowanie faworytów do papieskiego tronu. Osobiście nie mam swojego kandydata i za nikim nie kibicuję.
Ten dystans może nawet dziwić. Kilka dobrych lat przesiedziałem w Rzymie patrząc z bliska na rzeczywistość Kościoła Powszechnego. Przez kilka kolejnych patrzyłem na Kościół z perspektywy naszej Polskiej rzeczywistości, a obecnie spojrzenie to rozszerzyło się o specyfikę Kościoła misyjnego, a konkretnie latynoamerykańskiego. Może to jednak osiągnięty wiek rodzi dystans, a może właśnie miejsce, gdzie aktualnie przebywam – daleko od wszelkich centrów światowego życia – powoduje, że nie intryguje mnie nowinkarstwo (a może raczej plotkarstwo) wokół postaci przyszłego Papieża.
Oczywiście nie znaczy to, że nie pojawiły się jakieś osobiste refleksje. Są to myśli, które prowadzą jedynie w ślepy zaułek. Czy kolejnym papieżem zostanie któryś z Europejczyków, gdyż kardynałowie uznają, że nie nadszedł jeszcze czas, aby przekazać ster Piotrowej barki, komuś spoza Starego Kontynentu? Jeżeli tak, to chyba będzie to Włoch, gdyż to właśnie wśród włoskich kardynałów znajdziemy te najbardziej wybijające się osobowości. Jednakże w ciągu ostatnich dziesięcioleci europejski prymat został przełamany, więc jest bardzo prawdopodobne, że to Nowy Świat wyda kolejnego Papieża. Czy będzie nim ktoś z Ameryki Południowej, gdyż to tam mieszka ponad połowa wszystkich katolików? A może ktoś z Afryki, gdzie Kościół obecnie najprężniej się rozwija? A może ktoś z Azji – kontynentu o tak silnej mistyce i posiadającego wyróżniające się postaci w kardynalskim gronie? A może ktoś z Północnej Ameryki? Przyszły Papież zostanie wyłoniony z Kurii Rzymskiej, a może spośród pasterzy diecezji? Wszystko jest możliwe. Dlatego więc wszelkie nasze hipotezy i stawianie na pewniaków pozbawione jest głębszej racji.
Konklawe 2013 roku bez wątpienia będzie zupełnie inne od tego sprzed ośmiu lat. Pamiętamy dobrze jak silne emocje towarzyszyły nam w czasie wielkanocnych tygodni roku 2005: odchodzenie Jana Pawła II do domu Ojca, tłumy osób, które nawiedziły Wieczne Miasto, aby pożegnać Wielkiego Papieża, okrzyki „Santo Subito” w czasie uroczystości pogrzebowych. Ten emocjonalny ładunek i autentyczny smutek po śmierci tak charyzmatycznej postaci jaką był Jan Paweł II na pewno nie pozostały bez wpływu na atmosferę jaka towarzyszyła kardynałom zamkniętym w Kaplicy Sykstyńskiej, jak i na pierwsze miesiące sprawowania posługi przez Papieża Benedykta. Tegoroczne konklawe nie związane jest ze śmiercią Papieża, medialny hałas związany z rezygnacją zostaje wyciszony przez czas rekolekcji głoszonych w Watykanie oraz klimat okresu Wielkiego Postu. Gwałtowny wiatr Pięćdziesiątnicy jakim był pontyfikat Jan Pawła II stał się szmerem łagodnego powiewu Ducha. I to wyciszenie jest jednym z większym osiągnięć papieża z Niemiec.
Bł. Jan XXIII zwołał Sobór i otworzył szeroko okna Kościoła na świeży powiew Ducha. Miliony wiernych, zwłaszcza młodych, które otaczały bł. Jana Pawła II to wymowny znak siły i nieprzemijającej nigdy wiosny Kościoła. Teraz natomiast nastał dla nas wszystkich czas ciężkiej i wytężonej pracy, aby prawdziwa siła Soboru była obecna i dokonywała się, stając się drogą prawdziwej odnowy Kościoła. „Naszym zadaniem jest praca by realizowana była prawdziwa odnowa Soborowa i rzeczywiście odnowił się Kościół. Ufajmy. Bóg nam pomoże” – powiedział kilka dni temu Papież Benedykt XVI w czasie spotkania z rzymskim klerem i słowa te stają się niejako przesłaniem, które zostawia nam ustępujący Papież. Przed nami więc okres cichej, lecz ciężkiej i wytężonej pracy. I taki chyba będzie ten najbliższy pontyfikat.
Kasper M. Kaproń ofm