Concepción, 21 maja 2012
Drodzy Współbracia i Przyjaciele
Mniej więcej w tym samym czasie, gdy pod papieskim oknem w Krakowie jeden z polskich polityków odczytywał publicznie swój akt apostazji, na przeciwległej stronie ziemskiego globy, w siedzibie kurii biskupiej w Concepción, gromadziły się osoby odpowiedzialne za działalność katechetyczną Wikariatu Apostolskiego Ñuflo de Chávez. Między tymi dwoma wydarzeniami nie istnieje żaden związek przyczynowo – skutkowy; oba te wydarzenie posiadają inny oddźwięk społeczny i medialny. Czy jednak happening z Franciszkańskiej nie należałoby traktować jako pewnego rodzaju symptom współczesnego świata i kultury? Uspakajamy się sprowadzając wyczyny Palikota do błazenady i do ekscesów politycznego awanturnika. Zapytajmy się jednak o stan wiary społeczeństwa, gdzie hasło walki z Kościołem stanowi wystarczający program dla zaistnienia i zdobycia wymiernego poparcia.
Mówi się, że dzisiejszy świat jest globalną wioską. Przenieśmy się więc z Franciszkańskiej na drugą półkulę i włączmy się w katechetyczne rozważanie Kościoła boliwijskiego.
Nie ma łatwo. Aby rozpocząć dyskusję trzeba najpierw przebrnąć przez zawiły język oficjalnych dokumentów. Biskupi Kościoła Latynoamerykańskiego piszą: Kontekst socjo-ekonomiczny, kulturowy i religijny żąda od nas odpowiedzi i zmusza nas do refleksji. Statystyki jednoznacznie wskazują na wzrastającą na naszym kontynencie liczbę osób obojętnych religijnie i głoszących ateizm… Inicjacja Chrześcijańska i program przygotowujący dzieci do przyjęcia sakramentów jest niewystarczający i pobieżny. Katechizacja nie wypływa ze spotkania z żywym Jezusem Chrystusem i nie prowadzi do tego, aby stać się uczniem Pana. Można powiedzieć, że większość młodych i dorosłych nigdy nie doświadczyła osobowego spotkania z Jezusem. Brak wprowadzenia w życie wiary (inicjacji chrześcijańskiej) jest poważnym zaniedbaniem duszpasterskim. W konsekwencji wielu katolików przeżywa kryzys wiary i poszukuje w innych wspólnotach chrześcijańskich i grupach ezoterycznych odpowiedzi na pytania o sens życia. Jako wspólnota Kościoła katolickiego musimy uświadomić sobie, że Ameryka Łacińska nie jest już społeczeństwem chrześcijańskim i dlatego też musimy stać się Kościołem misyjnym dającym żywe świadectwo wiary na kontynencie, który już tylko z nazwy jest określany jako kulturowo chrześcijański. Jest to bowiem kontynent, gdzie dużo osób jest ochrzczonych, mało jednak jest chrześcijan autentycznie żyjących Ewangelią i tworzących żywą wspólnotę Ludu Bożego… Jest to więc właściwy czas, aby wyjść ze „ślepego zaułku” katechezy, która nie prowadzi do nawrócenia, gdyż fakt ten przyjmuje jako oczywisty; katechezy, która nie jest misyjną i która nie prowadzi do życia we wspólnocie na wzór wspólnoty chrześcijan, gdzie «jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących» (Dz 4,32)… Pomimo dzieła odnowy zapoczątkowanego przez Sobór Watykański II oraz wytycznych wskazanych przez Konferencje Generalne Episkopatu Latynoamerykańskiego katecheza nadal jest kontynuowana w oparciu o poprzednie modele, które niestety nie są wystarczające, aby wprowadzić w życie chrześcijańskie, gdyż ograniczają się do przekazania doktryny i wiedzy z zakresu sakramentów i moralności, przedstawiając kwestie te często w sposób nieuporządkowany. Co więcej: w naszej działalności katechetycznej nadal koncentrujemy się głównie na pracy z dziećmi, pomimo, że dokumenty Kościoła wskazują na katechezę dorosłych jako podstawowe zadanie wszelkiej działalności katechetycznej. (Konferencja Episkopatu Latynoamerykańskiego «W kierunku nowego paradygmatu katechezy»)
Analizując praktykę katechetyczną słowa biskupów latynoamerykańskich są bardzo mocne: katecheza w swej dotychczasowej formie nie sprawdza się. Dokument przypomina o wytycznych Kościoła Powszechnego w odniesieniu do katechezy: podkreślony zostaje prymat katechezy dorosłych; katechumenat i Obrzędy Chrześcijańskiego Wtajemniczenia Dorosłych przedstawione są jako model dla działalności katechetycznej; zmienia się spojrzenie na świat, który nie już jest postrzegany jako chrześcijański monolit, lecz jako teren misyjnej działalności Kościoła.
Katechumenat – trudne i niezrozumiałe słowo. Instytucja ta, która staje się modelem dla współczesnej katechezy, rozwinęła się w pierwotnym Kościele ze względu na konieczność odpowiedzialnego wprowadzenia kandydatów w tajemnicę chrześcijańskiego życia w środowisku bardzo często nieprzychylnym i wrogo nastawionym do nowej religii. Rozwój katechumenatu przypada na IV wiek. Katechezy przedchrzcielne i pochrzcielne takich Ojców jak Cyryl Jerozolimski, Teodor z Mopsuestii, Jan Chryzostom na Wschodzie lub Ambroży i Augustyn na Zachodzie to jedno z najpiękniejszych świadectw działalności katechetycznej Kościoła. Słowa pouczeń wprowadzały kandydatów do chrztu i neofitów w tajemnicę samego Chrystusa, którego współuczestnikiem życia stawał się człowiek przez tajemnicę chrztu, bierzmowania i eucharystii. W V wieku sytuacja jednak się zmienia: imperatorzy przyjmują chrzest, państwo utożsamia się z ideą christianitas, chrzest dzieci staje się normą, a dorosłych wyjątkiem. Instytucja katechumenatu zamiera.
Od dawna jednak świat – nawet ten zbudowany na chrześcijańskiej kulturze – nie jest już chrześcijański. Społeczeństwa zbudowane w oparciu o ideę christianitas należą do przeszłości. Kiedy rozpoczął się ich upadek? Wraz z racjonalizmem Kartezjusza, a może wraz z oświeceniowymi programami dotyczącymi państwa i życia społecznego? Niech historycy wypowiedzą się w tej kwestii. Odpowiedzi na pewno nie będą jednoznaczne.
Kto ma uszy niech posłyszy, co mówi Duch do Kościołów (Ap 3,13). Wielu chrześcijan z nostalgią wspomina dawne czasy, w których chrześcijaństwo wyznaczało wszelki porządek i zasady wzajemnych relacji. Dla nich zderzenie z nową rzeczywistością może być bolesnym szokiem. Tęsknota za dawno minioną christianitas może jednak przeszkadzać w wędrówce Ludu Bożego po ścieżkach historii i przypominać nostalgię Izraelitów, którzy w drodze do Ziemi Obiecanej, wspominali ryby, które darmo jedli w Egipcie, ogórki, melony, pory, cebulę i czosnek (Lb 11, 4-5)? Państwo Boże nie przynależy do rzeczywistości tego świata. Ojczyzną chrześcijan jest niebo (por. Flp 3, 20): nie mamy tu miasta trwałego, ale tego przyszłego szukamy (Hbr 13,14). Jesteśmy małą trzódką (Łk 12, 32), która światu niesie nadzieję. Musimy przypomnieć sobie o naszym obowiązku bycia Kościołem w drodze, który głosi światu to cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce (1 J 1,1). Iluż współczesnych chrześcijan w szczerości swego serca może powiedzieć, że miało podobne doświadczenie Jezusa: usłyszało, zobaczyło, dotknęło własnymi rękami? Wybryki Palikota można traktować jako happening służący doraźnym i politycznym celom. Czy jednak zbyt łatwo nie szukamy usprawiedliwień przed przyjęciem gorzkiej i bolesnej prawdy dotyczącej sytuacji Kościoła w Polsce, w Boliwii lub w innym zakątku świata? Ilość ochrzczonych nie pokrywa się z ilością osób prawdziwie wierzących. Nie żyjmy w iluzji propagandy sukcesu.
Zestawiłem pewne wydarzenia i niektóre dokumenty Kościoła z ostatnich 50 lat. Same w sobie są kamykami, często bardzo cennymi, zrodzonymi w określonym czasie i napisanymi przez konkretne osoby. Zebrane jednak w całość układają się w mozaikę, której inspiratorem i twórcą może być tylko sam Boży Duch: Sobór Watykański II (1962 – 1965), Rytuał Chrześcijańskiego Wtajemniczenia Dorosłych (1972), Evangelii Nuntiandi (1975), Catechesi Tradendae (1979), Katechizm Kościoła Katolickiego (1992), Dyrektorium ogólne o katechizacji (1997), Synod Biskupów o Nowej Ewangelizacji (2012). Wyłania się obraz, który przypomina nam o istocie Kościoła i jego misji: urzeczywistnianie traditio Evangelii, głoszenie i przekaz Ewangelii, która jest «mocą Bożą ku zbawieniu dla każdego wierzącego» (Rz 1, 16) i która w istocie jest tożsama z Jezusem Chrystusem (por. 1 Kor 1, 24).
Przekładając prawdę o misyjnym powołaniu Kościoła na język konkretnych wskazówek zostaje nam ukazany katechumenat jako model katechezy, gdyż naszym zadaniem nie jest uczyć doktryny, lecz pomagać wejść pobudzonym Bożym działaniem w osobową relację w żywym Chrystusem. Znaczy to w konkretnej pracy duszpasterskiej skoncentrować się na dorosłych, jako na głównych adresatach katechezy. Słusznie zauważył w jednej ze swoich wypowiedzi o. Dariusz Kowalczyk: W naszym Kościele jest przechyl w stronę katechezy dzieci i młodzieży ze stratą dla rożnych form katechezy dorosłych, w tym rodziców. W ten sposób marnuje się mnóstwo sił Kościoła – uganiamy się za gimnazjalistami, gdy tymczasem bez rodziców katecheci niewiele mogą.
Współczesny świat – ten realny, z sekularyzowany – potrzebuje zbawczego orędzia Ewangelii. Ewangelizacja niewierzących i tych, którzy przyjęli sakramenty, lecz nigdy nie weszli w autentyczną relację z Jezusem, domaga się jednak w pierwszej kolejności autoewangelizacji tych, którzy powołani są do głoszenia Królestwa Bożego: diakonów, prezbiterów, biskupów. «Świat dzisiejszy nie tyle potrzebuje nauczycieli, co świadków. A jeżeli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami» (Paweł VI); zaświadczamy i oznajmiamy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione – Cośmy ujrzeli i usłyszeli, oznajmiamy także wam, abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami (1 J 1,2-3). W uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego usłyszeliśmy słowa Jezusa: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! …. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdził naukę znakami, które jej towarzyszyły. (Mk 16,15.19-20). Być może przyzwyczajeni do starych form duszpasterzowania nie wiemy jak mamy głosić Ewangelię w nowej rzeczywistości. Nic to… apostołowie nie od razu poszli głosić Ewangelię. W modlitwie czekali na obiecanego Ducha Pocieszyciela, który przychodząc wprowadził ich we wszelką prawdę (por. J 16,13). Cały Kościół zresztą szuka dziś właściwych form działania. Gdyby je już znał nie byłby potrzebny najbliższy Synod Biskupów, który przecież ma się zająć kwestią nowej ewangelizacji.
Kasper M. Kaproń ofm