Urubichá, 31 grudnia 2012 r.
Drodzy Współbracia i Przyjaciele
Dedykowane tym wszystkim, którzy „wobec drastycznych nadużyć czują się całkowicie bezradni” i dlatego uważają, że „oddolny pręgierz, choć może nie jest rozwiązaniem idealnym, to w obecnej sytuacji jest jedynym dostępnym”.
Narosło się nam ostatnio domorosłych stróżów sprawiedliwości, którzy także na kościelnym gruncie poczuli się odpowiedzialnymi, aby wreszcie zaprowadzić porządek. W większości zachowanie te mają charakter zwykłych samosądów z błyskawicznym wyrokiem w postaci upublicznienia danych „delikwenta” i jego wyszydzeniem. Zapomnieli ci współcześni inkwizytorzy o istnieniu prawa, o porządku i o należnym szacunku przysługującym drugiemu człowiekowi – nawet temu błądzącemu. Powołując się na stróżów chrześcijańskiej cywilizacji i kultury, za nic mają obowiązujące w cywilizowanych społeczeństwach zasady w myśl których, na przykład, straż miejską powołuje prezydent miasta, a strażników zatrudnia komendant. Obywatel natomiast, jak widzi źle zaparkowany samochód, to nie może karoserii porysować gwoździem, tylko musi dzwonić na ową straż do skutku… I nawet brak skutku nadal go nie uprawnia do używania gwoździa!
Osoby te złoszczą się na istnienie naturalnej solidarności wśród duchownych i że ci ostatni potrafią wzajemnie się wspierać. Obca im bowiem całkowicie idea jedności, nawet jeśli miałaby ona dotyczyć tylko i wyłącznie kapłańskiej wspólnoty. Stara i sprawdzona jest jednak zasada: divide et impera, która sprawia, że udaje się naszym inkwizytorom nieźle funkcjonować. Wsparcia bowiem udzielają im niedoceniani lub źle uformowani w seminariach księża, którym frajdę sprawia możliwość dowalenia konfratrom bez konieczności ujawniania się przy tym. Za pomocą zwykłego donosu lub anonimu na dostępny w internecie adres.
Piszę o tym, gdyż wdałem się ostatnio w spór z autorem jednego z internetowych blogów wskazując na nieewangeliczny styl prowadzonej przez niego działalności. Nie ma sensu na nowo przytaczać użytych w dyskusji argumentów. Przypomnę tylko o fundamentalnej zasadzie obowiązującej wyznawcę Chrystusa: cel nigdy nie uświęca środków. Nikczemne środki upodlają bowiem nawet ten najszlachetniejszy cel.
Mieszkam na terenie dawnych redukcji jezuickich, które są wspaniałym świadectwem odwagi w poszukiwaniu nowych form przekazu wiary dokonanej w środowisku Indian w XVII i XVIII w. Z pewnością i ich działalność miałaby szanse na znalezienie się na stronach tej dość specyficznej strony internetowej. Redukcje upadły w konsekwencji politycznych rozgrywek, walki o ekonomiczne wpływy i z powodu zwykłej ludzkiej zawiści. Oby to ostatnie słowo nie stanowiło odpowiedzi na pytanie o rzeczywiste motywy prowadzonej przez autora blogu działalności. Pomimo upadku i zniszczenia wiara wśród Indian Guaraní, Chiquitos i Mojos jednak przetrwała, a dzisiaj prężnie się rozwija. Mogła ona przetrwać w dużej mierze dzięki odwadze na płaszczyźnie liturgicznej inkulturacji: bez spektakularnych dziwactw, z jednoczesną wrażliwością i wyczuciem miejscowego genius loci (trudno na tym miejscu nie pomyśleć o dziele liturgicznej odnowy Soboru Watykańskiego II). Jeszcze raz okazało się, że prawda, piękno i dobro są silniejsze od tego co prowadzi jedynie do zniszczenia i śmierci.
Prawdy, dobra i piękna w Nowym 2013 Roku wszystkim życzę i abyśmy nie dawali się zwyciężyć złu, lecz zło dobrem umieli zwyciężać.
Kasper M. Kaproń ofm