Przybycie do Boliwii

Pozdrawiam serdecznie z Boliwii.

W ubiegły piątek wieczorem, po ponad 30 godzinach podróży, cały i zdrowy doleciałem do Santa Cruz. Szczególnie dłużyło sie ponad 10 godzinne oczekiwanie na lotnisku w San Paolo. Po przylocie do Santa Cruz z lotniska odebrał mnie o. Stanislaw z Prowincji św. Jadwigi. Pierwszą noc spędziłem w klasztorze św. Franciszka. Budynek w stylu kolonialnym, który jest domem formacyjnym tutejszej prowincji: miaszkają w nim studenci filozofii. Pierwsza noc oczywiście była utrudniona ze względu na róznicę czasu  (5 godzin różnicy między Polską a Boliwią). Nastepnego dnia po mszy świetej i sniadaniu udaliśmy się na tereny wikariatu Nuflo de Chavez. Jadąc do miejsca gdzie miał mnie odebrać biskup Antoni – El Fortin, zwiedzaliśmy kolejne misje obsługiwane przez naszych współbraci lub przez kapłanów diecezjalnych. Teren wikariatu to około 90000 km2 (dobrze ponad ¼ Polski); na tak rozległym terenie obecnie pracuje biskup Antoni, 4 księży miejscowych, 3 księży z diecezji tarnowskiej, 5 kapłanów zakonnych (ofm), 4 braci zakonnych i coś ok. 90 sióstr zakonnych. Średnio kapłan ma do obsułżenia 20-30 punktów duszpasterskich. Z tym związane jest pierwsze odczucie – każdy czlowiek ktory tutaj przybywa to kropla w oceanie potrzeb. Nie można jednak narzekać na brak struktur duszpasterskich. Niemiecka Prowincja z Bawarii, ktora założyła tutejszą Prowincję zakonną oraz dała podwaliny pod struktury Kościoła diecezjalnego zostawiła potężne i rozbudowane zaplecze duszpasterskie. Potrzeba więc tutaj ogromnej ilości ludzi, ponieważ zaplecze materialne do funcjonowania i pracy już jest. Z brakami personalnymi związany jest też problem utrzymanania tych miejsc i zabezpieczenia przed powolnym niszczeniem. W związku z  zamknieciem prowincji bawarskiej i odpływem środków materialnych, ktore do tej pory przychodziły z Niemiec biskup staje też przed problemem poszukiwania środków na utrzymanie wikariatu.

Kraj bardzo biedny i nie można w najmniejszym stopniu porownywać go do warunkow europejskich. Jedyna droga z twardą nawierzchnią na tym obszarze to odcinek  z Santa Cruz do Concepcion. Jest to droga międzynarodowa do Brazylii, która jednak od Concepcion do granicy z Brazylią (ok. 500 km) jest jedynie drogą ziemną bez twardej nawierzni. W obecnej porze deszczowej trasa ta zamienia się w drogę błotną. Sam odcinek, ktory możnaby powiedzieć że jest asfaltowy przypominał mi jedynie polską trasę z Ustrzyk Gornych do Wolosatego. I aby doprecyzować  jest to droga platna. Tutejsza ludność mieszka w chatach z gliny pokrytych liśćmi bananowca. Oczywiście można także spotkać domy murowane, jednakże na  terenach przez ktore do tej pory przejechajdzalem nie stanowią one większości. Ludność bardzo życzliwa i pelna serdeczności. Typowi latynosi, pełni radosnego temperamentu. Wrażenie zrobił na mnie szpital w San Ramon. Jest to ośrodek  kościelny, założony w latach 60-tych przez Niemców. Naprawdę trudno to sobie wyobrazić nie widząc go. Będzie na pewno okazja, aby zrobić zdjęcia, gdyż trudno mi opisać stan tego co ambitnie bylo nazwane salą operacyjną, salami zabiegowymi, gabinetem stomatologicznym (ból przychodził mi już na samą myśl o wierceniu w zebach widząc przyrządy które mialoby służyć temu zabiegowi). Przyszpitalna apteka wydaje lekarstwa na sztuki. Tego po prostu nie można opisać. Mimo bardzo trudnych warunków spelnia on swoją funkcję, niosąc pomoc medyczną tutejszej ludności, przede wszystkim dzieki zabezpieczeniu płynącemu z Kościoła i zaangażowaniu lekarzy miejscowych, ale także wolontariuszy z Niemiec.

W sobotę popoludniu przyjechalem do El Fortin. W tym osrodku spędzilem także niedzielę. W niedzielne popolunie po raz pierwszy spotkalem się z biskupem Antonim. W rozmowie pojawily się oczywiscie kwestie związane z jego planami dotyczącymi mojej osoby, wielkimi potrzebami wikariatu – przede wszystkim personalnymi. Poźniej wspolna kolacja, rekreacja w gronie współbraci: bp. Antoni, o. Stanislaw, br. Feliks, br. Marek i ja.

W poniedzialek rano, po śniadaniu biskup udal się z całym swoim klerem na tygodniowe rekolekcje, ja natomiast z br. Markiem  (ekonomem diecezji – jak te wszystkie tytuły w tych warunkach  inaczej brzmią), udalem się do Concepcion, gdzie obecnie przebywam. Miejsce przepiękne, znane wszystkim, ktorzyw  latach 80-tych ogladali film Misja z Robertem De Niro w roli głównej. W środku dżungli przepiękna osada ze wspaniałą katedrą pamietającą czasy redukcji jezuickich. Miejsce przepiekne, wspaniale utrzymane. Katedra to perła baroku kolonialnego opływająca zlotem i ściagajaca tym samym turystów na te tereny. Tutaj pobędę jeszcze z tydzień i po niedzieli udam się do Cochabamba na kurs języka i celem lepszego przygotowania się do pracy w tutejszych warunkach. W tych dniach mam też swobodny dostęp do internetu wykorzystuję go więć, aby podzielić się pierwszymi spostrzeżeniami.

Pozdrawiam serdecznie i proszę o modlitwę.

Kasper

© CRT 2012