O. Michał Kicieński OFMRef

15 czerwca

„PŁOMIENIEM OGNIA POPALONY”…  o. MICHAŁ KICIEŃSKI, KUSTOSZ

Roku 1761 dnia 15 czerwca płomieniem ognia popalony, jakoby powolną gorączką strawiony, na wzór męczenników, w boleściach wielkich schodzi z tego świata o. Michał Kicieński naczelny Kustosz kustodii Ruskiej pod tytułem Matki Boskiej Bolesnej.

O. Michał, z chrztu świętego Klemens, wstąpił do zakonu w Prowincji NMP Anielskiej, jako kapłan diecezji chełmskiej, wikary katedralny w Krasnymstawie. Nowicjat rozpoczął dnia 10 lutego 1734 r. w Sandomierzu i tam po roku złożył profesję uroczystą. Później przez rok pogłębiał swoją wiedzę w zakresie prawa kanonicznego i teologii polemicznej w Bieczu.

W roku 1735 (37?) jest już przez definitorium uznany za spowiednika i kaznodzieję. Ten drugi urząd spełniał nie tylko w kościołach klasztornych (w Zakliczynie, Lwowie i Dederkałach), ale także przemyskiej katedrze, zamojskiej kolegiacie i w rzeszowskiej farze.

W roku 1746 w czasie erygowania kustodii Ruskiej, przechodzi do niej dobrowolnie i zostaje gwardianem we Lwowie (do 1747); później w Sądowej Wiszni (1748-49) i prezesem w Dederkałach (1750-51). Następnie zostaje magistrem nowicjuszów w Wiszni (1752-55); w tymże roku 1752 definitorem; (w latach 1755-58 gwardianem w Dederkałach), a w roku 1758 naczelnym, to jest aktualnym kustoszem kustodii Ruskiej. Rządy jego trzechlecia w osobnej księdze spisane przez o. Karola Kwintę, sekretarza, która to księga dotąd szczęśliwie się dochowała. Archiwum donosi, że był to Pater zasłużony, zakonnik w cnotach doskonały, bo życie wiódł świątobliwe, nienaganne, przykładne, a na urzędach pokazał roztropność, miłość ku zakonowi i braciom, uprzejmość ku niższym, przychylność ku wszystkim. Krótko mówiąc: zakonnik gorliwy, pobożny i roztropny. Będąc młodszym jako jeden z lepszych kaznodziei był po różnych kościołach, nawet katedrach, chętnie z kazaniami zapraszany. W późnym nawet wieku nie wypraszał się od ambony, ale chętnie miewał nauki. Na różne urzęda wysadzany wszędzie prawym swym charakterem chlubę zakonowi i pożytek bliźnim przynosił.

W końcu trzechletniego swego urzędu szedł z konwentu lwowskiego na kapitułę do Chełma, wstąpiwszy do Rawy w sam dzień św. Antoniego z Padwy, gdzie się ten dzień uroczyście obchodzi. Po odprawieniu Mszy św. pobożnie, około godziny 10-tej wybuchł w kościele z niewiadomej przyczyny pożar, który rozszerzył się następnie na klasztor. Pobożny Ojciec ratował tak pilnie, że wśród płomieni bawiąc jęły się na nim suknie i mocno go poparzyły. Na pół prawie spalonego, ale jeszcze żyjącego wyniesiono z płomieni. Wskutek poparzenia wielkie boleści cierpiał i zaopatrzony sakramentami św. dnia trzeciego Panu Bogu duszę swą oddał, mówiąc te słowa psalmu ”W ręce Twoje Panie oddaję ducha mego”. Tak był popalony, że skóra prawie z całego ciała odpadła. Pochowany we wspólnym grobie, o ile to być mogło, wśród ruin kościoła. /Działo się to za O. Eliasza Sokołowskiego, gwardiana klasztoru rawskiego/

(kursywą - przepisane dosłownie z tłumaczonego w końcu XIX w. nekrologu zamieszczonego w kronice klasztoru rawskiego…)

 

© CRT 2012