18 maja
KRÓTKI ŻYCIORYS CZCIG. SŁUGI BOŻEGO o. SEBASTIANA WOLICKIEGO
(wydany w roku 1934 przez OO. Reformatów „wraz z NOWENNĄ o Jego rychłą beatyfikację”)…
Wielebny sługa Boży o. Sebastian Wolicki urodził się w województwie sieradzkim w roku 1644 z rodziców szlachetnych, a na chrzcie św. otrzymał imię Jakub. Po ukończonych studiach w Polsce i w Wrocławiu, służył w wojsku za króla Jana Kazimierza. W roku 1671 wstępuje do Zakonu OO. Reformatów. Od pierwszej chwili przejął się duchem zakonnym wstępując w ślady św. o. Franciszka, tak, że dla wszystkich był nie tylko zbudowaniem, ale i podziwem. Długie lata był w różnych klasztorach gwardianem, a najwięcej w Krakowie. Tu zjednał sobie miłość wszystkich współbraci, a dla ubogich i wszystkich, z którymi się zetknął, był prawdziwie ojcem pełnym słodyczy i dobroci. Posty, umartwienia i troska o cnotę czystości, którą zachował – długie nocne modlitwy, praca dla dusz, wypełnia jego życie. W późnej starości mawiał: Myślę często, czego by mi brakowało, albo co by mi przykrym było, ale dotąd wymyśleć nie mogę. Z ufnością głęboką, jako gwardian, gdy chleba zabrakło dla braci i dla ubogich przy furcie, szedł do chóru i mówił z prostotą: „Ojcze nasz, tu synowie Twoi, opatrz ich, bo ja nic nie mam”. Gdy tak mówił do Boga, dzwoniono z miasta do furty i przynoszono co było potrzeba. Zmarł w opinii świętości 18 maja 1732 r. Archiwum klasztorne przechowuje listy dziękczynne za łaski, za jego wstawiennictwem otrzymane. Ciało jego przeniesiono w roku 1889 do osobnej krypty w podziemiach kościoła OO. Reformatów. Według zapisków kroniki, od śmierci błogosławionej, ciało cztery razy nowym habitem było okrywane. Abyśmy jak najprędzej mogli się doczekać Jego beatyfikacji, tymczasem módlmy się w naszych potrzebach za Jego przyczyną do Pana Zastępów.
I jeszcze nieco uzupełnień. Podany rok urodzenia nie jest pewny… W niektórych biografiach zapisano, że służbę rycerską zakończył mając lat 24, z czego wynikałoby że urodził się ok. roku 1646-47, bardziej konkretnie: w ziemi wieluńskiej. Na jeszcze bardziej konkretny ślad naprowadza wpis w kronice klasztoru krakowskiego, stwierdzający, że 2 kwietnia 1672 r. włączony został do stanu kleryckiego (czyli otrzymał tzw. tonsurę i prawdopodobnie święcenia niższe) przez bpa sufragana Mikołaja Oborskiego SEBASTIAN KOMORNICIUS… a wraz z nim Tomasz Slavscius, który ukończył nowicjat półtora miesiąca później. Otóż w powiecie wieluńskim znajduje się wieś KOMORNIKI, a w niej zabytkowy kościół pod wezwaniem św. Mikołaja z roku 1632 (1631?), którego fundatorami byli Andrzej i Ewa WOLICCY, ówcześni właściciele (dziedzice) tejże wsi (czyżby rodzice Jakuba – Sebastiana?). Po wybudowaniu świątyni Wolicki wystarał się o przywrócenie tamże parafii, a także (wraz z żoną) założył przy niej szpital dla ubogich…
Do MAŁOPOLSKIEJ PROWINCJI REFORMATÓW wstąpił 21 stycznia, stąd imię zakonne Sebastian. Nowicjat odbywał prawdopodobnie w Wieliczce. Po złożeniu ślubów zakonnych, 21 stycznia 1672 r. uzupełniał wykształcenie z zakresu szkoły średniej w Stopnicy. Filozofię studiował w Bieczu, teologię w Krakowie. Święcenia kapłańskie otrzymał jeszcze jako student filozofii 19 grudnia 1676 r. w Krakowie z rąk bpa Oborskiego. Gwardianem był w Zakliczynie (1685-86), Zamościu (1688-90, 1698-99 i 1700-01), Krakowie (1692-95, 1701-03, 1704-07, 1713-16 i 1718-20), Bieczu (1710-12) i Wieliczce (1720-21) – w sumie przez 21 lat (Kleczewski: 22 razy był postanowiony gwardianem, był także sekretarzem prowincji – co być może, brak bowiem danych dotyczących niektórych lat…). Poza tym często bywał wikarym klasztoru, spowiednikiem, przez rok także magistrem nowicjatu w Wieliczce (1687-88). Dwukrotnie pełnił urząd definitora prowincji (1695-98, 1707-10).
O. Stanisław Kleczewski w KALENDARZU SERAFICKIM napisał o nim m.in. W same ubóstwo bogaty, nic wcale nie miał oprócz habitu połatanego (…) i brewiarza… (…) Czystości pilnie strzegł, i dlatego unikał nie tylko z białogłowami, ale z inszemi świeckimi rozmów, i zabawy, ażeby co nieprzystojnego, chociaż niechcący, nie usłyszał. (…) W Krakowie lat ok. 30. mieszkając, i często tamże będąc gwardianem, ledwie trzy razy wyszedł z klasztoru, i to w gwałtownie przynaglającej sprawie, do zbawienia należącej. (…) „Zakonnicy pilno uważać powinni, żeby bardziej modlitwą, niżeli bieganiem, o jałmużnę się starali; gdyż Zbawiciel o chleb modlić się kazał”. O utrzymanie ostrości Zakonu obstawał. Miał wprawdzie o tę żarliwość nieco cierpieć, częścią od równych, częścią od zacniejszych, on jednak bynajmniej na to nie uważał, wiedząc dobrze, że nigdy chwaleni od wszystkich nie byli, którzy ostro się zastawiali o sprawiedliwość…